Projekt „Małopolskiego Ośrodka Wsparcia Ekonomii Społecznej”

Zajęcia i warsztaty dla kobiet w Jurcie

Fundacja Terapia Homa wzięła  udział w projekcie dofinansowanym ze środków przekazanych przez Operatora Programu Grantowego w ramach projektu: „Małopolski Ośrodek Wsparcia Ekonomii Społecznej – Subregion Podhalański” – edycja II.

Projekt jest realizowany w oparciu o Regionalny Program Operacyjny Województwa Małopolskiego na lata 2014 – 2020 współfinansowanego z Europejskiego Funduszu Społecznego.

W związku z tym nasza Fundacja Terapia Homa w październiku 2018 roku otrzymała grant na zakup jurty.

Projekt realizowany przez naszą Fundację zakłada: wprowadzenie i przetestowanie nowej odpłatnej oferty warsztatów w zakresie radzenia sobie ze stresem w celu ekonomizacji działań i nawiązania współpracy z innymi organizacjami działającymi na rzecz kobiet.

Planujemy w ramach przedsięwzięcia przeprowadzić dwa warsztaty na temat: Redukcji stresu i twórczej ekspresji dla kobiet.

Warsztaty planowane są na w okresie od 8 do 20 marca 2019 roku. Przewidujemy każdorazowo udział grupy 8-10 osób.

Warsztaty zostaną poprowadzone  przez naszych nauczycieli: Parvati Rosen-Bizberg i Suwindi Kadir we współpracy z  Moniką Doroszkiewicz z Fundacji „Głos Serca”, która jest Partnerem projektu. 

Przebywanie w jurcie łagodzi stres, wycisza, wzmacnia i regeneruje, dodaje pozytywnej energii, przywraca harmonię. Przeprowadzenie warsztatów w takiej przestrzeni harmonizuje z ich tematem.

Nasze pilotażowe 3-godzinne zajęcia adresujemy do kobiet. Zainteresowane Panie zachęcamy do zgłaszania się na zajęcia. Ulotka wkrótce na naszej stronie.

Zgłoszenia tel. : Maria tel. 509377867, Asia 513077459

Abhay Desai – ekologiczny rolnik Homa z Indii

Abhay Desai – ekologiczny rolnik Homa z Indii

Abhay Mutalik Desai rolnik z południowych Indii z wykształcenia jest chemikiem, jednak jego serce od dawien dawna bije dla rolnictwa. Oto jego historia.

“W 1956 roku mój ojciec kupił 50 arów (0,5ha) ziemi, rozpoczynając tym samym swoją karierę w rolnictwie wykorzystującym sztuczne nawozy. To były lata, kiedy uprawy z wykorzystaniem chemicznych preparatów były nowością w gospodarce Indii. Departament Rolnictwa rozdawał je ZA DARMO, co pozwoliło stać się Indiom czołowym hodowcom niełuskanego ryżu, jednak tylko z użyciem nawozów.
Początek był prawdziwie romantyczny, a pierwszy plon wyniósł 400 worków z jedynie 15 akrów ziemi. Ten początkowy sukces sprawił, że mój ojciec stał się ofiarą uroku intensywnego rolnictwa. Po 1974 (po 18 latach) sytuacja zaczęła się zmieniać i rzeczy przyjęły inny, dramatyczny obrót:

Ze względu na postępujące wylesianie, zmniejszyły się opady deszczu, prowadząc do ekstremalnych susz w ciągu lata. Nadmierne użycie chemicznych nawozów doprowadziło do degradacji gleby, wpływając na jej kondycje, a tym samym na faunę i florę. Efektywność plonów spadała mimo zużycia coraz większych ilości chemikaliów, zasobów wody i siły roboczej. Tak utopijny, nagły sukces rolnictwa ekstensywnego stał się realnym koszmarem. Ziemia umierała, co oznaczało, że i nasze życie stało się zagrożone. To gorzkie doświadczenie otworzyło nam oczy i zmusiło do szybkiego poszukiwania nowych rozwiązań.
Koniec nawożenia, wszystkie organiczne resztki w gospodarstwie przerabiano na obornik, kompost i mulcz i ku naszemu zaskoczeniu, nasze desperackie działania dały efekty w postaci powrotu dżdżownic, a te rozpoczęły własną pracę, tworząc najcudowniejsza glebę jaką mogliśmy sobie wtedy wymarzyć.
W 1999  Shree Vasant Paranjpe zaprosił nas do spróbowania metody rolnictwa na zasadach Homa i od tego momentu koszmar, przez który przeszła cała nasza rodzina ostatecznie się zatrzymał. Jego wiedza i przewodnictwo zmieniło moje spojrzenie na rolnictwo na zawsze. Natychmiast zastosowałem zasady Homa na całych 50 arach naszej ziemi. W ciągu roku cały nasz teren zrekultywował się, dając glebę lepszą niż kiedykolwiek – rośliny stały się zdrowsze i silniejsza przy mniejszych kosztach produkcji, nakładach wody i wkładu pracy.
Nasz pierwszy plon strąków i ziaren wanilii miał największą zawartość (2,9%) waniliny w całych Indiach, był sprawdzany w 2000 roku przez indyjską agencję rządową do spraw regulacji i eksportu przypraw (The Spice Board of India). Uzyskujemy również dobry zysk z uprawy ryżu przy minimalnym wysiłku.

Od tego czasu wielu rolników, agronomów i innych naukowców związanych z agrokulturą odwiedza moje gospodarstwo. Zwykle są zdumieni, jak proste metody zostały w nim zastosowane oraz jak bardzo urodzajne i zdrowe są nasze zbiory.

Podsumowując, nawet jeśli nie potrafimy w tej chwili w pełni wyjaśnić organicznego rolnictwa w stylu Homa z naukowego punktu widzenia, to efekty mówią same za siebie. Wielu rolników z moich zrzeszeń również przyjęło metody Homa, dając sobie szanse na skuteczną ochronę siebie i swoich upraw przed zmianami klimatu, z którymi my wszyscy musimy stawiać czoła, by chronić plony.

Abhay Desai uprawia: zboża, proso, rośliny strączkowe, rośliny oleiste, trzcine cukrową, kurkumę, palma kokosową, warzywa, orzeszki ziemne.

Ważne osiągnięcia:
* 1999: założył pierwsze gospodarstwo Homa w Południowych Indiach
* Jako pierwszy uzyskał certyfikat organicznego gospodarstwa; produkcja produktów z trzciny cukrowej jakości eksportowej w Północnym Stanie Karnarak

*2002: Członek-założyciel i koordynator organizacji pozarządowej – Klubu Żywności Organicznej Organic Food Club (NGO), prowadzonej przez certyfikowanych rolników w obszarze Belgaum

* 2009: Założyciel Funduszu  Venugram Savayava Krishi Parivara w Belgaum

* Główny promotor, organizator certyfikowanego organicznego rynku rolników  “Venugram Organic Fresh” od 2016 roku zaopatrującego w organiczne warzywa, owoce i inne produkty spożywcze ponad 600 rodzin tygodniowo

Nagrody:

2001 Vocational Award (nagroda zawodowa) od Rotary Club z  Belgaum
2003 First Prize & Award  of Dept of Horticulture District Belgaum (Pierwsza nagroda Departamentu do Spraw Ogrodnictwa Belegaum)
* 2004 Krishi Pandit Award od K.L.E School of Agriculture

*2006 Krishi Pandit Award & first prize Govt of Karnataka 2005-06
* 2010 International State Award międzynarodowa nagroda dla gospodarstwa organicznego

*2017 National Award “DHARTI MITRA”  dla najlepszego gospodarstwa organicznego na 19-stym Światowym Kongresie Rolnistwa Organiczego w Delhli (Organic World Congress Delhi)

 

Publikacje:

2004 Importance of sustainable organic farming practices and inputs, ICAR Meerut 2004.
(“Znaczenie praktyk zrównoważonego rolnictwa organicznego.”)

*2005 Fertigation in organic farming and practical approach in Homa Organic Farming at seminar jointly presented to ICAR and University of Agricultural Sciences Dharwad in.                (Irygacja z równoczesnym nawożeniem w gospodarstwach organicznych oraz praktyczne podejście w rolnictwie Homa Organic)

2007 Experiences of Homa Organic Farming international seminar organized by Fivefold Path Mission India and Planning commission of India at Jalgaon 2007.
(Międzynarodowe seminarium organizowane przez Fivefold Path Mission India oraz Planning commission of India w Jalgaon 2007)

Constraints for sustainability of rural livelihood -accepting challenges by organic farmer groups, National Seminar on Farmers, Livelihood and Trade October 2008 at NIAS Bangalore.

* SEZ is it a solution for development National Seminar on SEZ at KLE University Belgaum 2009.

Self Reliance through Homa-Organic Farming at MAHA-ORGANIC Govt of Maharashtra Pune 2009. (Samowystarczalność dzięki ekologicznemu rolnictwiu Homa)

Sustainability with science based Organic agriculture, Homa Organic farming (HOF) Vedic Krishi at AICTEF/QIP short term course on ‘ Green Infrastructure’ IIT KHARAGPUR 2011.
(Zrównoważony rozwój z nauką bazujący na organicznej agrokulturze, ekologicznego rolnictwie Homa)

2012  International Study Tour to China (Mięczynarodowy wyjazd badawczy do Chin) wybrany przez Department of Agriculture, Govt of Karnataka year 2012.

Z energii słońca

Z energii słońca

autor: Ewa Pluta

artykuł ukazał się w magazynie “Wróżka” nr. 7/2017

Za górami, za lasami… w Beskidzie Makowskim, w ekowiosce Bhrugu Aranya, stworzyli miejsce, w którym zawsze chcieli żyć: blisko drugiego człowieka i w harmonii z naturą. 

Należące do pasma Beskidu Makowskiego szczyty nie porażają wysokością, ale są bardzo malownicze. Lasy rozciągają się tu jak okiem sięgnąć, no chyba że przy dobrej widoczności wzrok zatrzyma się na skalistych wierzchołkach Tatr. W Bhrugu Aranya, ekowiosce w Wysokiej, koło Jordanowa, w zgodzie ze sobą i naturą żyje kilkanaście osób z całego świata. 

Najpierw do tej historii podeszłam sceptycznie. „Znowu jacyś hippisi, nieposkromieni fantaści wierzący, że ucieczka od cywilizacji jest możliwa” – mówiłam z przekąsem znajomej. Nie minęło kilka dni, a w słuchawce usłyszałam delikatny głos Joanny Maher, która w ekowiosce spędziła niemal połowę życia: „Co tu opowiadać, po prostu do nas przyjedź!”

 

 NATURA SUBTELNYCH ENERGII 

Kusi mnie, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście w beskidzkich lasach jest im tak dobrze. Z Jarkiem Bizbergiem, współzałożycielem ekowioski, spotykam się na jordanowskim rynku. Jego sapiącym samochodem będziemy pokonywać kolejne serpentyny, by znaleźć się w miejscu, gdzie od 1995 roku trwa niezwykły eksperyment. Jego pełna nazwa brzmi: „Międzynarodowa ekowioska Bhrugu Aranya. Projekt Fundacji Terapia Homa”. Przy stole ustawionym przed wiekowym, drewnianym domem zasiadają mieszkańcy ekowioski: Polka, Amerykanie, Australijka, Irlandczyk, Peruwianka oraz pół-Anglik, pół-Polak. Jeszcze czwórka dzieciaków bawiących się nieopodal w małych odkrywców, do czego miejsce nadaje się idealnie: rozległy sad, gdzie przyjemny cień dają grusze, jabłonie i śliwy,

Pobyt w ekowiosce, czasowy lub na stałe, wymaga akceptacji zasad w niej panujących. Surowo zabrania się tu zażywania narkotyków, jedzenia mięsa i picia alkoholu. Także używania kosmetyków zawierających szkodliwe substancje chemiczne. Na szczęście nie jest zakazana ciekawość, dlatego pytam: „Skąd wy się tu wzięliście?!”. – Pierwszy raz zobaczyliśmy ten dom zimą 1995 roku. Był niemal zrujnowany, brakowało bieżącej wody, o elektryczności można było pomarzyć, podobnie jak i o dro- dze dojazdowej. To zakrawało na szaleństwo, ale postanowiliśmy się wprowadzić i tchnąć w to miejsce nowe życie” – opowiada Jarek Bizberg, a siedząca obok Parvati Bizberg, jego amerykańska żona, dodaje: – Mieszkańcy wsi patrzyli na nas jak na parę wariatów. Bo zjawili się nie wiadomo skąd, po polsku nie mówią, do kościoła nie chodzą, odprawiają te swoje rytuały, jakiś ogień palą w ogrodzie. Kto to widział?! W końcu jeden z sąsiadów nie wytrzymał i zapytał, czy aby nie jesteśmy sektą. Wytężam wzrok, ale nikogo poza mną, mężem i naszym psem nie widzę. Mówię mu więc, że tak, że oczywiście, a ten czworonożny przyjaciel jest jej guru. Sąsiad nie kontynuował rozmowy.

UZDRAWIAJĄCY OGIEŃ 

Przekorna odpowiedź Parvati wcale mnie nie dziwi. Bunt ma we krwi. Dziecko kwiat, które w latach 60 XX w. zapragnęło uczynić świat lepszym do życia, ma długie włosy, koraliki, i to idealistyczne przekonanie, że aksamitna rewolucja jest możliwa. W Charlottesville, w stanie Wirginia prowadziła wegetariańską restaurację. Z czasem karmienie ciała przestało jej wystarczać. Nadszedł czas na duszę – joga i medytacja pochłonęły ją bez reszty. Do Polski trafiła na początku lat 90., kiedy o asanach jeszcze mało kto tu słyszał. Na warsztatach w Zielonej Górze miała zaprezentować autorski program jogi redukujący stres, prze- znaczony dla trudnej młodzieży. Na szczęście tłumacza nie trzeba było daleko szukać. 

W tym czasie, w pobliskim Dachowie, Jarek Bizberg prowadzi Agnifarm, pierwsze w Polsce gospodarstwo ekologiczne, gdzie stosuje się metody Terapii Homa. Wychowywał się w Anglii, dokąd z Polski wyjechała jego matka. O ojcu wie niewiele – był Żydem i przed antysemicką nagonką uciekł do Izraela. W latach 70. Jarek ma nieco ponad 20 lat i nie w smak mu – podobnie jak jego rówieśniczce zza oceanu, Parvati – konsumpcyjny styl życia. Długowłosy hippis, który jeździ po Indiach, odwiedza aśramy, poszukuje nowych stanów świadomości, żeby znaleźć swoją drogę. W aśramie w Akkalkot spotyka wielkiego mistrza Parama Sadguru Shree Gajanan Maharaj. – Po raz pierwszy wziąłem udział w paleniu agnihotry. To mnie zmieniło. Mistrz powiedział, że moją misją będzie rozpowszechniane wiedzy o uzdrawiającej naturze ognia – wspomina Jarek. I od tamtej pory Jarek uczy agnihotry, przez wiele lat w pobliżu Sydney, gdzie wraz z przyjaciółmi założył centrum i gospodarstwo Terapii Homa. Był także instruktorem jogi, uczył tańca sufich, a nawet grywał epizodyczne role w australijskich produkcjach filmowych. 

Ale mistrz podczas pamiętnego spotkania powiedział coś jeszcze: że o Agnihotrze mają się też dowiedzieć Polacy. Skoro tak, to trzeba wracać do kraju, a idealny moment nadchodzi tuż po transformacji, w 1991 roku. 

– Poprosiłam go, żeby został moim tłumaczem, choć doskonale wiedziałam, że jego znajomość polskiego pozostawia wiele do życzenia. Ale to był impuls – opowiada o ich pierwszym spotkaniu Parvati. Wkrótce stanęli na ślubnym kobiercu. A potem przed zrujnowanym domem w Beskidzie Makowskim. 

– Oprowadzę cię po ekowiosce – proponuje Jarek i byłabym tym zachwycona, gdyby nie wegetariańskie specjały, od których uginał się stół w kuchni, gdzie niepodzielną władzę sprawuje Parvati, i której nikt nie opuszcza z pustym żołądkiem. 

PIRAMIDY HARMONII 

Stoję na dachu powstającego Centre of Light (centrum światła) i próbuję sobie wyobrazić, jak będzie wyglądało już wkrótce: ośrodek ekologiczno-edukacyjny, gdzie będzie można się nauczyć Terapii Homa oraz terapii dźwiękiem, ekologicznego rolnictwa, praktykować taniec, rysunek, malarstwo, garncarstwo. Kolejny przystanek to drewniany, niewielki dom należący do Jacoba Sawyera, syna Parvati z pierwszego małżeństwa, jego żony, dwójki dzieci, a także… dwóch kotów, które bronią domowników przed plagą mysz. Spod ręki Jacoba wychodzą unikatowe bransoletki, kolczyki, kolie, wisiorki i inne ozdoby z kamieni szlachetnych. Niebawem znowu leci do USA, by sprzedać kolejną partię tych cacuszek. 

Holenderski domek nieopodal to własność Marii Kalisz-Komorowskiej i jej męża Jarosława. Ona w „poprzednim” życiu pracowała jako psycholog, on był przedsiębiorcą. Oczkiem w głowie Marii jest przydomowy ogródek, w którym rosną dorodne warzywa, nietknięte przez chemikalia. Ich sąsiadką jest rodowita Peruwianka, Jessica Auza, która po 7 latach spędzonych w peruwiańskiej dżungli przyjechała do Polski, niewiele o niej wiedząc. Wystarczyła jej świadomość, że znajdzie się w miejscu, w którym codziennie płonie ogień agnihotry zapalany o zmierzchu i świcie. 

Joanna Maher, historyczka sztuki, z zamiłowania ogrodniczka i zielarka, trafiła do Bhrugu Aranya 16 lat temu jako wolontariuszka i została. Tu poznała męża, tu przyszła na świat dwójka ich dzieci. Tu wreszcie zbudowali z pomocą wolontariuszy swój gliniany dom. – Rodzina początkowo nie mogła zaakceptować mojego wyboru – opowiada. – Powtarzali, że oszalała do reszty. Żeby żyć z dala od cywilizacji w podejrzanym gronie?! Zamiast pod- jąć pracę w swoim zawodzie uprawia ogród, mieszka w letniskowym domku bez wygód! Asi na „dorabianiu się” nigdy nie zależało, w tzw. normalnym świecie nie czuła się najlepiej. – Bezpieczeństwo i oparcie znalazłam dopiero tutaj, w ekowiosce – ucina.

Kolorowe pasieki na niewielkim wzniesieniu należą do jej męża Rorego Mahera, Irlandczyka. Długo mógłby rozprawiać o pożyteczności zapylaczy i ignorancji czło-wieka prowadzącej do ich wymierania, gdyby nie to, że w domu czeka go jeszcze sporo pracy. Zamówienia na piramidy Meru – które mają utrzymywać harmonię i balansować energię w najbliższym otoczeniu – płyną z całego świata. 

– Żeby ogień mógł buzować rano i wieczorem, oprócz klarowanego masła ghee i brązowego ryżu potrzebny jest jeszcze suszony krowi nawóz – cierpliwie tłumaczy Jarek. I zaprasza do jedynej w Polsce fabryczki produkującej… kupy. Tak, we wnętrzach tej przedziwnej „manufaktury”, w specjalnych formach suszą się krowie odchody. Produkt powstaje nie tylko na potrzeby ekowioski. Przecież palących ognie agnihotry spotkać można niemal pod każdą szerokością geograficzną, ale nie każdy ma warunki, żeby hodować krasule, jak te, które beztrosko leżą w zagrodzie z widokiem na Tatry. 

W DOMKU OGNIA 

Palenie oczyszczającego ognia zawsze odbywa się o wschodzie i zachodzie słońca. To podstawowe narzędzie Terapii Homa, która jak można przeczytać na stronie Bhrugu Aranya, „jest pochodzącą z Wed, starożytną nauką o bioenergii oczyszczającej atmosferę, ciało i umysł przy użyciu ognia. Uzdrawiasz atmosferę, a ona uzdrawia ciebie”. 

Agnihotra podnosi poziom energii, zmniejsza stres, poprawia stan zdrowia. Parvati jest przekonana, że to dzięki tej praktyce pozbyła się astmy. – Wystarczyły dwa tygodnie, żeby się wyleczyć. Zresztą w niektórych krajach jest częścią praktyki lekarskiej. W jednym z peruwiańskich szpitali widziałam, jak kilkadziesiąt osób, pacjentów i lekarzy siedziało każdy przy swojej agnihotrze – opowiada. 

– Podczas palenia agnihotry wokół miedzianej piramidki gromadzą się ogromne ilości energii. Powstaje pole magnetyczne, które przyciąga energię słońca i wytwarza wibracje usuwające z atmosfery zanieczyszczenia i neutralizujące szkodliwe promieniowanie – dopowiada Jarek. – A popiołu używamy do ekologicznego ogrodnictwa – to dzięki niemu na tej nieurodzajnej ziemi udaje nam się hodować dorodne warzywa i owoce. Leczymy nim także zwierzęta i dodajemy go do wody. 

Jest niedziela, dzień, w którym mieszkańcy ekowioski celebrują wspólny posiłek i każdy przynosi swoje popisowe danie. Między jednym kęsem a drugim omawia się plany na najbliższe dni. Rozmowy milkną, gdy powietrze przeszywa dźwięk kryształowych mis. Towarzyszy mu rytm miarowo wybijany na bębnach i głosy dziewczyn. 

Czy mieszkańcy ekowioski będą żyć długo? Nikt nie wie. A czy szczęśliwie? To zależy od nich. Wiem tylko, że od początku do końca wymyślili sobie bajkę, w której czasem dobrze jest pobyć. Ja wracałam z niej niechętnie.

 

Kiedy nie wykonywać Agnihotry

Wiedza pochodząca z Wed naucza, iż wokół ognia Homa tworzy się oczyszczona energia. Na to pole energetyczne wpływ ma energia ludzi, którzy gromadzą się wokół ognia.

Aby zachować czystość tego delikatnego pola energii ognia Agnihotry (lub innego ognia Homa) należy przestrzegać zasad i nie zbliżać się do ognia gdy nasze własne pole energii jest zaburzone – jak na przykład w przypadku wysokiej gorączki lub krwawienia. Jeśli dojdzie do skaleczenia nie wykonujemy agnihotry dopóki płynie krew. Można użyć popiołu z Agnihotry do zatrzymania krwawienia, który swoimi właściwościami szybko je powstrzyma.

Ta sama zasady dotyczy kobiecych cykli miesięcznych. Podczas menstruacji kobiety otoczone są energią w kształcie spirali, która kieruję się spirali ku Ziemi. Agnihotra tworzy energię, która płynie w przeciwnym kierunku, w górę, do atmosfery, również w kształcie spirali. Obie te energie są oczyszczające, jednak ich siły działają w przeciwstawnych kierunkach, przez co neutralizują się nawzajem. Dlatego też podczas menstruacji, kobiety powinny powstrzymać się od wykonywania Agnihotry i innych ogni Homa. W ten sposób kobiety również chronią swój cykl.

Podobnie, jeśli kobieta właśnie urodziła, nie powinna wykonywać Agnihotry póki krwawienie nie ustanie.

Wiele starożytnych kultur znało wpływ delikatnych energii na atmosferę.
Stąd właśnie wynikało wprowadzanie podobnych wyjątków, w których należy powstrzymać się od prowadzenia lub uczestnictwa w różnych ceremoniach. Współczesne społeczeństwa dopiero od całkiem niedawna zaczynają odkrywać funkcjonowanie subtelnych energii i ich oddziaływanie.

Agnihotra jest nauką o oczyszczaniu atmosfery, nauką o subtelnych energiach i jako taka podlega uniwersalnym prawom.

Często zadawane pytania przez wolontariuszy

Często zadawane pytania przez wolontariuszy

Czym wyróżnia się nasza ekowioska?Stosujemy ekologiczne rolnictwo Homa, które jest podstawą naszej społeczności. Możesz dowiedzieć się więcej na ten temat na: Rolnictwo Homa

 

Uzdrawiający ogień Agnihotry jest wykonywany codziennie o wschodzie i zachodzie słońca przez wszystkich członków społeczności Bhrugu Aranya. Jest to jedna z wyjątkowych i wspaniałych korzyści z pobytu w tym miejscu! Przeczytaj więcej o Agnihotrze.

Jaki rodzaj zakwaterowania oferujecie?

Oferujemy proste zakwaterowanie w wiejskim stylu z w pełni wyposażoną kuchnią oraz z dostępem do łazienki i ubikacji.

Jaki rodzaj wyżywienia oferujecie?

Zapewniamy jeden główny posiłek w postaci wegetariańskiego obiadu. Do przygotowania tego posiłku używamy naszych smakowitych ekologicznych warzyw z ogrodu homa, ekologicznych zbóż i sałatek.

Zapewniamy również podstawowe produkty dla kuchni wolontariuszy jak: chleb, cukier, mleko, masło, herbatę, płatki owsiane, domowej roboty dżem śliwkowy i mus jabłkowy.

Dodatkowo zabierzcie ze sobą te produkty, które szczególnie lubicie używać w przygotowywaniu śniadań i przekąsek. Możecie również, niektóre z tych rzeczy kupić w Jordanowie, po drodze na farmę. Zapewniamy dostęp do kuchni, gdzie możecie przygotowywać śniadania i kolacje. Pamiętajcie, na farmie nie wolno używać drobiu, mięsa, ryb i jajek ani żywności pochodzenia zwierzęcego.

 

Co mam ze sobą zabrać?• Ciepłą kurtkę i sweter.

• Letnie nakrycie głowy i okulary przeciwsłoneczne.

• Praktyczne obuwie do pracy w gospodarstwie (bardzo wskazane są gumowce).

• Ubrania do pracy

• Naturalne kosmetyki! (mydło, szampon … bez szkodliwych chemicznych dodatków)

• Ulubione dodatki na śniadania i kolacje.

• Latarkę

Czy jest dostęp do internetu?

Wifi jest dostępne dla osób z własnym komputerem. Jest też dostępny nasz komputer w biurze w wybranych porach.
Czy mogę przywieźć ze sobą instrumenty muzyczne?

Uwielbiamy muzykę i wspólne muzykowanie z innymi osobami, które chcą się do nas dołączyć.

Spożycie mięsa, ryb, jajek, alkoholu, narkotyków oraz palenie papierosów jest zabronione w naszej ekowiosce.

 

Proszę wypełnić nasz formularz dla wolontariuszy w celu ustalenia terminu przyjazdu.

Wyprawa po ogień – Artykuł z ‘Gwiazdy Mówią’ nr.47/2001 – Magdalena Różycka

Wyprawa po ogień – Artykuł z ‘Gwiazdy Mówią’ nr.47/2001 – Magdalena Różycka

Lubię ogniska, one mnie uspokajają. Więc gdy tylko dowiedziałam się, że w ośrodku “Oasis” w Jordanowie odbędzie się konferencja na temat palenia ogni, od razu spakowałam plecak.

 

Pada deszcz, wieje zimny wiatr. Mimo to spodziewam się ogromnego ogniska w ogrodzie. Ognie tymczasem mają być palone w domu. Wchodzę do środka – jest jasno, pachnie drewnem.

Nie znam nikogo, potrzebuję przewodnika. Zostaje nim Marysia. Od lat praktykuje homa terapię. “Homa” oznacza proces usuwania trucizn z atmosfery za pomocą ognia. O tej metodzie po raz pierwszy napisano w Wedach, świętych indyjskich księgach sprzed tysięcy lat. Terapię tę wykorzystuje się w medycynie, rolnictwie, biogenetyce – opowiada Marysia. Wszystko, o czym mówi, wydaje mi się szalone, niedorzeczne. Czy to możliwe, że dziewczyna postradała zmysły? Patrzę na nią uważnie. Ma spokojną twarz, budzi zaufanie. Dowiaduję się później, że jest psychologiem.
W sali konferencyjnej wita nas międzynarodowe towarzystwo. Ktoś jest z USA, ktoś z Wenezueli, Niemiec, Peru, Austrii, Rosji, Finlandii, Argentyny. Są także założyciele ośrodka: Fran i Jarek Bizbergowie. Siadamy w kręgu. Każdy opowiada o tym, co robi. Kolej na Irmę z Wenezueli.

Mistrz uzdrawiający ziemię

Irma 20 lat pracowała dla ONZ. Brała udział w wielu akcjach mających na celu poprawę żyzności ziemi na terenach zniszczonych przez gospodarkę rabunkową. Opowiada o Chile, gdzie uprawa kakaowca w niektórych rejonach kompletnie wyjałowiła glebę. Podczas jednej ze swoich misji poznała Shree Vasanta V. Paranjpe, Hindusa, mistrza homa terapii.
Pod koniec lat 70. przyjechał do Chile, by palić tam uzdrawiające atmosferę yajnya (ognie). Największą moc ma agnihotra, którą się pali o wschodzie i zachodzie słońca, śpiewając mantry.
Po kilku miesiącach działalności Shree i jego uczniów na wyjałowionej ziemi zaczęły rosnąć rośliny. Aż trudno w to było uwierzyć. Prowadzono nawet specjalne badania naukowe, które miały wyjaśnić ten fenomen, ale niczego nie wyjaśniły. Niemniej Irma zainteresowała się metodą Shree Vasanta. Zafascynowało ją zwłaszcza to, że okazała się ona skuteczna także w leczeniu narkomanów i alkoholików.
Gdy Irma kończy opowieść, za oknem słońce chyli się ku zachodowi. Czas na wieczorną agnihotrę. Czy coś poczuję oprócz zapachu krowiego łajna? Nikt bowiem nie ukrywa, że ten magiczny ogień płonie w wyniku spalania wysuszonych placków krowiego nawozu, polanych ghee (sklarowanym masłem) i posypanych niełuskanym ryżem.

Krowi placek pachnący babcinym ciastem

Zestaw do agnihotry mieści się w małej walizeczce. Otwiera ją Jarek. Przed miedzianą piramidką ustawia zegarek elektroniczny odmierzający nawet dziesiętne części sekundy. Wszyscy siadają w kole. Powoli cichną rozmowy. Dokładnie o 18.51.19 Jarek podpala nawóz i rozpoczyna mantrę.

Agnaye Swaha Agnaye Idam Na Mama
Prajãpataye Swãhã Prajãpataye Idam Na Mama

Po niej zalega cisza. Nie wiem, co mam robić. Nachyla się ku mnie Marysia. – Nie musisz nic robić, już samo przebywanie w atmosferze yajnya cię uzdrawia.
Z jakiej choroby chciałabym się uleczyć? Od razu odzywają się wrzody. Patrzę na niewielki ogień. Nawóz przyjemnie skwierczy. Rozchodzący się zapach jest całkiem miły. Przychodzi mi na myśl, że podobnie pachniało ciasto mojej babci.

Pokój dla świata

O 21. Jarek rozpala kolejny ogień – Tryambakam. Fran, zwana Parvati, co znaczy “bogini”, wyjaśnia, że ten ogień będzie poświęcony ofiarom napadu terrorystycznego w USA. Jego celem jest niedopuszczenie do aktów zemsty. Minął zaledwie tydzień od tragedii w Nowym Jorku i Waszyngtonie, więc takie słowa, płynące z ust Amerykanki, mają duże znaczenie.

Popiół daje zdrowie
Agnihotra palona na świeżym powietrzu uzdrawia okolicę na przestrzeni kilometra. Gleba na “oczyszczonym” terenie jest żyźniejsza i dłużej utrzymuje wilgotność. Silne właściwości lecznicze ma popiół pozostały po spaleniu agnihotry (do celów leczniczych lepszy jest popiół z samego nawozu).
Gdy ostygnie, przesyp go z piramidki do porcelanowego lub szklanego naczynia (zrób to prawą ręką), utrzyj drewnianą pałeczką i przesiej przez sitko.
Szczypta popiołu, przyjmowana doustnie albo dodana do zupy, pomaga przy przeziębieniach, astmie, chorobach serca, biegunce, bólach nerek.
Do smarowania ran, bolących miejsc, wykwitów skórnych możesz z powodzeniem stosować maść agnihotry. Zmieszaj część popiołu z 9 częściami sklarowanego masła. Codziennie wieczorem nakładaj maść na chore miejsce i rób opatrunek.

Om Tryambakaj Yajamahe Sugandhim Pushti Vardhanam
Urvãrukamiva Bandhanaan Mrityoor Mukshiya Maamritat Swãhã.

– Ta mantra ochrania przed wypadkami i chorobami. Ma silną moc oświeceniową – Marysia czuwa nade mną niczym dobry duch.
Gdy ogień gaśnie, każdy wyraża swoje życzenie. Wszyscy prosimy o pokój na świecie.

Noc białych postaci

Wieczorem kładę się spać. Śpię mniej więcej do trzeciej nad ranem. Budzą mnie jakieś odgłosy. Prawie wszyscy są na nogach. Nikt mi nie mówił, że w nocy będą jakieś zajęcia. Kątem oka obserwuję, jak tworzy się kolejka do łazienki. Po kilkunastu minutach przez pokój przechodzi sznur ubranych na biało postaci. Nie mam takiego stroju. A poza tym nie mam siły, aby wstać o tej porze. Wolna od wyrzutów sumienia, zasypiam.
O szóstej znów poruszenie. Zbliża się wschód słońca i będzie palona poranna agnihotra. Godzina 6.21.55.
Sooryãya Swãhã Sooryãya Idam Na Mama
Prajãpataye Swãhã Prajãpataye Idam Na Mama

Przyglądam się uczestnikom. Są jak skowronki. Tylko ja jestm zaspana. Patrzę na ogień. Myślę o bliskich mi osobach. Ostatnio w moim życiu zrobił się straszny bałagan.

 

Śniadanie w raju

Na podłodze w pokoju rozłożono obrus. Stoją na nim półmiski z warzywami, nasionami, kiełkami i grzankami. Zwracam uwagę na gar podejrzanie wyglądającej brei. Nie mam na nią ochoty, ale Rory, Anglik, który w Jordanowie zajmuje się ogrodem, ma gest i nakłada mi do miseczki kilka czubatych łyżek. Muszę chociaż spróbować… Mm, pycha!


Tryambakam: szansa na oświecenie. Ogień pali Jarek Bizberg.

W pobliżu siedzi Joanna, dziewczyna, która tego dnia miała dyżur w kuchni. – Wszystko jest z naszego ogródka.
Uprawia go Rory przy pomocy Jarka i tych mieszkańców, którzy akurat mają czas. Nie stosują sztucznych nawozów, a mimo to mają duże plony.

Zachwycam się smakiem. Wszystko jest soczyste i aromatyczne.

Cała jestem w krokodylach

Zaproszono mnie do wzięcia udziału w zajęciach. Fran Bizberg namalowała kilka krokodyli. Każdy z nich ma nazwę: zazdrość, nienawiść, zawiść, złość, duma, chciwość.
– Tych sześć krokodyli blokuje ludzi na ich drodze duchowej – mówi Fran, która w USA prowadziła psychoterapię, m.in. dla narkomanów.

Każdy z nas ma napisać, którego krokodyla nosi w sobie. Zastanawiam się, który mnie najbardziej gryzie, bo przecież wszystkich mam po trochu. Zapada cisza. Kartki z zapiskami trafiają do pudełka. Wyciągamy jedną po drugiej. Są odczytywane, ale ja tego nie słyszę. Wciąż myślę o tym, co napisałam.

Spotkanie z Mistrzem

Wiem, co się działo w nocy. O trzeciej nad ranem wszyscy się myją, zakładają białe ubrania i idą palić ognie z mistrzem Vasantem V. Paranjpe. Ta najważniejsza postać w homa terapii jest w Jordanowie, w domku obok.

Mistrz ma przyjść na nasze spotkanie i przekazać nam swoje przesłanie. Boję się. Czuję się jak grzesznik, który zaraz stanie oko w oko z kimś w rodzaju świętego Piotra. To dostojny starzec w białej szacie. Jeździ na wózku inwalidzkim. Wszyscy są poruszeni jego widokiem; jedna z kobiet płacze. Mistrz przygląda się nam uważnie. Kłaniam się i szybko zajmuję miejsce obok niego. Z radością zauważam, że ma takie same skarpetki, jak ja: białe, wełniane.
Przesłanie sprowadza się do tego, by praktykować yajnya, zwłaszcza agnihotrę, która oczyszcza atmosferę z zanieczyszczeń, a umysł ze złych myśli. Każdy powinien starać się dzielić się z innymi tym, co ma, dbać o swoją karmę – czynić jak najwięcej dobra, ćwiczyć umysł i ciało. Jeżeli zdamy sobie sprawę z własnej niedoskonałości, będziemy współczuć innym. Szczególnie ważna jest praca nad gniewem i pożądaniem. Dopiero wtedy, gdy uda nam się od nich uwolnić, będzie możliwy pokój na świecie.
– Jesteśmy na skrzyżowaniu dróg przeznaczenia… – mówi mistrz.
Biorę te słowa do siebie, choć Vasant mówi o całej ludzkości…

Czas na oświecenie

Wieczorem znów jest palony Tryambakam. Rory daje mi tekst mantry. Śpiewając, omal się nie udusiłam – mam strasznie płytki oddech. Mimo tych cierpień doznaję oświecenia. W mojej głowie pojawiają się odpowiedzi na wszystkie dręczące mnie pytania: czy ten mężczyzna, czy inny? czy zmienić pracę? czy przebaczyć ojcu, który mnie skrzywdził w dzieciństwie? Żadne pytanie nie pozostaje bez odpowiedzi. Po trzech dniach pobytu w ośrodku muszę wracać do domu. Im dalej jestem od Jordanowa, tym gorzej. Ognie działają na odległość 12 kilometrów. Gdy dojeżdżam do Krakowa, chce mi się płakać. Czuję się jak ktoś, kogo wyrzucono z raju…

Magdalena Różycka

Jak się pali agnihotrę
Agnihotrę może palić każdy – wtajemniczony i niewtajemniczony. Każdy bowiem może sobie dzisiaj kupić miedzianą piramidkę i z łąki przynieść krowi nawóz. Najlepiej jest, oczywiście, asystować najpierw osobie, która wie, jak pali się ten święty ogień – i po co. Ale jeśli nie znasz takiej osoby, powinien Ci wystarczyć poniższy opis.Piramidkę ustaw jednym bokiem do północy, na kamionkowej podstawce albo na cegle. Jeśli to Ty będziesz rozpalać ogień, musisz usiąść twarzą na wschód. Osoby, które chcą się leczyć, niech siądą twarzą na zachód.
Na dno piramidki połóż drewienka z brzozy (niektórzy starają się nie używać drewna), a na nich posmarowane masłem kawałki dobrze wysuszonego krowiego nawozu (masło musi być sklarowane, tzn. gotowane przez 2 godziny w garnku, na maleńkim ogniu; dzięki temu oczyszcza się z chemicznych zanieczyszczeń i wodę).
Podczas palenia agnihotry nie wolno niczego ruszać w piramidce.
Agnihotrę zapala się  kilka minuty przed wschodem (albo zachodem) słońca. Zanim zaczniesz ją rozpalać, wypłucz usta i zdejmij buty. Nie można być zbyt ciepło ubranym.
Gdy paliwo zapali się silnym ogniem, zacznij śpiewać mantrę, jeśli, oczywiście, ją znasz. Inna mantra jest na powitanie słońca, inna na jego pożegnanie.
W czasie palenia agnihotry nie rozmawiaj i nie kręć się, gdyż zakłóca to przepływ energii. Staraj się siedzieć wygodnie, z wyprostowanymi plecami.
Po spaleniu się nawozu chwilę pomedytuj. Piramidki później nie czyść (nie myj!), najwyżej usuń drewienkiem pozostałości.